8 czerwca 2020

Moja żona głaszcze jeże

Podziel się ze znajomymi

Można by spojrzeć na tę galerię przez pryzmat nazwisk, które są nietuzinkowe: Jagielscy, Gucwińscy, Kulmowie, Wujcowie… Ale chyba lepiej zestawiając skład wymienionych lub innych par: gdańska opozycjonistka i milicjant, żydówka i katolik, przyrodniczka i leśnik, nauczycielka i himalaista, dziennikarka i korespondent wojenny… Jak to możliwe, że związki tak różnych osób – można by założyć z góry – nie do pogodzenia, okazały się możliwe do zaistnienia i rekordowo trwałe?

Błażej Strzelczyk zaprosił do rozmowy dziesięć małżeństw. Nietuzinkowych, jako się rzekło, choć nie wszystkie są z pierwszych stron gazet. Klucz wyboru, którego dokonał, to nie tylko długotrwałość związku. Owszem jest on ważny, bo daje nam jakąś nadzieję, że można, że warto i że – to już widać po lekturze wywiadów – nie święci garnki lepią. Bycie ze sobą w długim, trwałym związku może być i trudne, i równie satysfakcjonujące. To drugie kryterium, jak się wydaje, to właśnie odmienność partnerów. Nie chodzi tylko o profesję czy zamiłowania. Bardziej o różnice charakterów, a zatem życiowe wybory każdego z nich i jak to się przełożyło na ich małżeństwo. To właśnie wtedy dobrze widać, jak przyciągają się i skrzą, a czasem po jesień życia – ścierają wzajemnie. Łatwiej zrozumieć, że życie ze swoim klonem – na tym polega paradoks – który będzie podzielał zawsze zdanie, zgadzał się z przedmówcą i proponował to samo – jest nudne czy wręcz nie do zniesienia. Druga część tej refleksji, jaką pozwala podjąć ten cykl wywiadów, dotyczy prostego skądinąd faktu, że nie ma par niedobranych. Są raczej te, które podejmują lub nie trud pracy nad swoją relacją.

Część historii z nich znamy: Grażyna Jagielska przeżyła syndrom PTSD w zastępstwie męża, co opisała w swojej przejmującej książce. Gucwińscy w latach 80. i 90. królowali na ekranach telewizorów racząc nas opowieściami o swoich podopiecznych z wrocławskiego zoo, Anna Sobolewska opisała swoje doświadczenie macierzyństwa z córką z zespołem Downa w książce „Cela”. Dzięki rozmowom Strzelczyka możemy niejako zajrzeć do małżeńskiego garnka i zobaczyć jak to było i jest w istocie. Kto komu ustępował, czyim kosztem lub wyrzeczeniem małżeństwo mogło się ostać, kto był „mądrzejszy” a kto „uparty”? Jak to się stało, że przetrwali życiowe zawieruchy, opuszczenia, obciążenie dziećmi, pracą? Nie porzucili siebie, a zostali sobie wierni?

Nie jest tak, że dostaniemy odpowiedzi na te pytania. Dostaniemy żywe historie, niczym zdjęcia wykonane na gorąco, wspomnienia, które skrzą się realiami często historycznych lub zwyczajnych wydarzeń. Nie będzie recept i porad, bo choć autor trudzi się, aby je jakoś od tych, co przebyli już swoją drogę, uzyskać, to oni z dobrodusznością, skromnością lub wyrafinowaniem unikają takiego moralizowania. Na szczęście wolą konkret swojego życia i dzielą się radością jego przeżywania zamiast pouczania rozmówcy i czytelników.

W filmie „Kiedy Harry poznał Sally” Roba Reinera historię schodzenia się głównej przerywają niczym refren mini wypowiedzi rozmaitych par w podeszłym wieku, jak się poznały. Jaki to przypadek tym zrządził i co z tego wynikło. Małżeństwo buduje się właśnie z takich przypadków, które po latach okazują się brzemienne w skutki. Nie ma co się łudzić, że to tylko przypadki, że nie ma za tym głębokich, nieświadomych motywów wzajemnego dopasowania. Książka Strzelczyka na pewno pomaga to obserwować i rozumieć.

Błażej Strzelczyk „Moja żona głaszcze jeże.  Rozmowy małżeńskie”; Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.



Inne w tej kategorii



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji jest dostępnych na stronie Wszystko o ciasteczkach.

Akceptuję